mowa ezopowa
Tekst „Mowa ezopowa” powstawał w ramach kursu Igi Gańczarczyk. Tematem seminarium „Pracy nad tekstem własnym” było przemiana: czytaliśmy i wmyślaliśmy się między innymi w „Bezmatek” Miry Marcinów, „Argonautów” Maggie Nelson, „Świństwo (Truizmy)” Marie Darrieussecq, „Tysiąc Plateau” Gillesa Deleuze’a i Felixa Guattariego, „Fun Home” Alison Bechdel, „Koniec półświni” Helmuta Kajzara, „Przedziwną sztukę porażki” Jacka Halberstama, „Orlando” Virginii Woolf. Rozmawialiśmy o językach, ludzkich i nieludzkich ciałach i świadomościach, które ulegają przekształceniu w czasie. Tekst powstał z impulsu przepisania „Bajek” Ezopa — po pierwsze z uwagi na obecność zwierząt, po drugie z uwagi na fakt, że Ezop był niewolnikiem, po trzecie z uwagi na morały.

Pytanie:
Oglądany z góry pas plaży i nadmorskiego lasu ma około czterech kilometrów długości. Na
ekranie widzialna jest wić roślinna, w którą nierozerwalnie wplecione są inne elementy takie
jak postacie ludzkie, zwierzęta, części uzbrojenia, obrazy, owoce i inne. Trwają wakacje,
rzeka Świna uchodzi do morza. Prom, przepływający w tę i z powrotem, pozostawił po sobie
na ekranie nieprecyzyjną smugę. Jej szerokość to spektrum jego ruchów horyzontalnych,
norma. Niektóre postacie ludzkie są zwielokrotnione w kilku lub kilkunastu różnych
miejscach. W różnych momentach swoich żyć zdecydowali się na powrót w to samo miejsce.
Deformacja człowieka, z tej perspektywy, dokonuje się bez udziału elementów
zewnętrznych. Ekran wyręcza pamięć. Niech się Pan teraz spokojnie zastanowi i jeszcze raz
opowie co czuje Pan słysząc groteskowe sformułowanie “Urwał mi się film”.

Odpowiedź:
Polowanie to właściwie nic innego niż powolne obchodzenie zabezpieczeń. Moje pogłowie,
które tak chętnie kładę na trawie, na przykład w towarzystwie przyjaciół, i marzę nim zawsze
o sielance zwykłej jak ból zęba, mimo, że opowieści o niej różnią się od siebie, jest. I kiedy
tak leżymy w trawie (a może na plaży?) w gronie zaufanych istot, i wyobrażamy sobie, jak to
jest być gdzieś zupełnie gdzie indziej, wtedy przechadzająca się obok modliszka staje się
znakiem, szczeliną, daje wgląd do świata, który, którego nie chcielibyśmy aby się przedostał
do naszej oazy, w tym, sensie, że tam jest jakiś horror, groza, ta oaza, która jest jakimś
światem bez wspólnego czasu, a tam jest jakaś pustka pustki, tam jest świat kryształów,
jaskinia kryształów. Jak zakamuflować się w jaskini kryształów? Z kogo brać przykład, kogo
oglądać jak je, śpi, zrywa bez, przyrządza posiłki, kocha, przeprasza, decyduje. Co robić w
takim miejscu? Buczeć, świecić, kumulować się, wibrować? Beznadzieja to nic więcej niż
zmiana w postrzeganiu upływu czasu. Trzęsąca się osika ma przed sobą przynajmniej
perspektywę zmiany pory roku. Wie gdzie mieszka. Ale głupich nie sieją — sami się rodzą.

Każda istota ma prawo do miłości, niektóre mają władzę odebrania sobie życia. Na przykład
mechanicy samochodowi. Spece od silników spalinowych. Wyobrażam sobie warsztat
samochodowy, prawie wszystko co się w nim znajduje jest trujące i łatwopalne. Nikt nie
chciałby położyć się spać w takim warsztacie. Od takiej pracy pracownik pożyje krócej.
Kable gryzą koty i kuny. A do zawodu trzeba przyuczać się całe życie, wąsy się tlą.
Oblicz wagę dzikich istot i jej stosunek procentowy wobec hodowlanej reszty. Bardzo to
nietzscheańskie, powie złośliwx. Złośliwx do czasu, kiedy ego rozbije się o przeżycie jak
zdarza się to falom u brzegu. Albo się było nad morzem albo nie, tego nie da się
wytłumaczyć. Morały, morały, momenty w przyrodzie.

Jak pisze Franz Kafka „Istnieje punkt, od którego nie ma już odwrotu, ten punkt można
osiągnąć”. Czymś podobnym wydaje mi się morał jako coś, co przeżywa się, a nie rozumie.
Bo co właściwie powinno się zdarzyć, kiedy chwile jakiejś historii wykraczają poza
opowieść. Doświadczenie uczestnika bajki to nagle za dużo informacji w jednym ciele. Za
dużo, żeby skleiły się z doświadczeniem i zamieniły w wiedzę dającą odwagę. Potrzeba tak
wiele czasu. Tak wiele czasu. Miłość, na przykład miłość, podobnie jak muzyka, może
wydarzać się w jednostkach czasu, w organizmach i ich starzeniu, dojrzewaniu, bólu i uldze
sztafetujących noce i dnie. Jeśli regeneracja to zasada świata to póki każdy żyje póty każdy
ma prawo do osiągnięcia szczęścia.

Chcecie wiedzieć jak kocha niewolnik? Podróżuje w czasie tak sprawnie, żeby być świadomy
tylko odpoczynku, podróżuje w nocy. Jak pisze Leo Lipski „szczekam jak tresowany pies
sąsiadów: cicho”. Jak mam od pewnego czasu w zwyczaju: zamieniam się w kupkę gnoju,
idę na odpoczynek. Jak każdy cham mam coś za uszami, ale zabiorę to ze sobą do grobów.
Jak każdy cham, chłop, przemienię się i wrócę jako wampir. Na scenę? Tak, ale z naszymi
tajemnicami. Wystarczy zbliżyć ucho do ziemi, usłyszeć jak tam buczy, świeci, kumuluje się
wibruje.

Kiedy miałem 19 lat bardzo chciałem zostać aktorem i z egzaminem dojrzałości poszedłem
do szkoły teatralnej w białym tiszecie i krótkich spodniach. Nauczyłem się na pamięć kilku
bajek i zostałem poproszony o to, żebym jedną z nich opowiedział jak amant. Konkretniej:
jakbym był na plaży i chciał poderwać dziewczyny (sic!), które leżą na tej samej plaży, w
tym wypadku, w mojej wyobraźni leżą na parkiecie sali, w której wtedy stałem przed
komisją. Ta etiuda trwała kilka kolejnych lat, podczas których moje ciało stawało się polem
walki. Teraz, z morderczym raportem poległych w tej wojnie, myślę, że chciałem im wtedy
opowiedzieć o czymś zupełnie innym. Nie zostałem aktorem, pozostawałem mężczyzną.
Małe zgrabne jagnię, ubawiwszy się do znużenia z swemi towarzyszami, pobiegło do
pobliskiego źródła, aby ugasić swoje pragnienie. Wtem ledwie pić zaczęło, usłyszało groźny
głos wilka, którego także pragnienie do tego źródła sprowadziło.

– Bezwstydna! zawołał wilk, jak śmiesz mącić mi wodę? Czy nie wiesz kto jestem?
– Łaskawy Panie, odpowie jagnię drżąc z bojaźni, bardzo by mnie bolało gdybym ci
uchybiła przyzwoitego uszanowania; właśnie dla tego o dwadzieścia kroków niżej
stanęłam przy strumyku, aby ci wody nie mącić.
– Mącisz mi, odpowie okrutne zwierzę, znam cię, należysz do moich nieprzyjaciół, a
przed rokiem źle o mnie mówiłaś.
– Ach, mój dobry łaskawy panie, tego wcale zrobić nie mogłam, możesz mi wierzyć, bo
mam dopiero półpięta miesiąca; moja matka może ci to zaświadczyć, bo mnie jeszcze
karmi swojem mlekiem
– Mleko, czy nie mleko! wcale nie o to pytam, jeżeli nie ty, to twój brat to uczynił
– Ach! kochany panie wilku, mogę ci przysiądz że niemam brata; moja matka jest
jeszcze młodziuchna owca, a ja jedyne jej jagnię.
– Kłamstwa! czyste tylko kłamstwa! wrzasnął wilk, masz braci i siostry; a przytem
wszysyc mnie nienawidzicie, wy, wasze pasterze, i wasze psy. W sam czas mi się tu
darzysz, odpokutujesz mi za tamtych; dobry z ciebie zrobię sobie bankiet.

I z tem żarłoczne zwierzę rzuciło się na biedne jagnię, zawlokło w las gęsty i pożarło.

Gdy mocny z słabym ma zwady
Wynajduje różne winy;
Nie pomogą prośby, rady,
Zginie biedny bez przyczyny.

A: Odkąd spotkało mnie, czy tam nas, nieszczęście – próbuję chyba powiedzieć, że to ja, nie
czując tej różnicy: odkąd zdarzają się nieszczęścia i ja biorę w nich udział…
B: Cieszę się, że przynajmniej w tym nie czujesz się osobno.
A: No nie czuje, to to jedna sprawa zanim zdążysz znowu mi przerwać, dokończę: odkąd
zdarzają się nieszczęścia i ja biorę w nich udział nikt nie jest mi obcy — rozumiesz?
B: Mhmm, spoko to brzmi, umiesz to już powtórzyć w pamięci? Tak jakby to było zapisane
wielkimi literami?
A: A ty umiesz już sobie powiedzieć czy bardziej wierzysz temu co słyszysz czy temu co
widzisz?
B: Widzę nieszczęścia i słyszę o nieszczęściach. Nie odwracaj się.
A: Dlaczego?
B: Bo się przestraszysz.
A: No dobrze, to ty też się nie odwracaj.
[patrzą w jeden punkt]
B: Czuję jakbyśmy byli miejscem.
A: Ja też i tak mi jest gorzej.
B: I przeszłość zostaje tak zwanym przedmiotem głębokiego namysłu
A: Nieszczęście pod głębokim namysłem: Jak pisze Maggie Nelson „Z zadowoleniem
stwierdzam, że nieodzowna brutalność tego obrazu nie oddziałuje już na mnie z taką siłą jak
kiedyś, przynajmniej na razie.”
B: Nie odwracam się, żeby nie spędzać ani jednej chwili w jego uścisku.
A: Kraj, który był moim krajem, zanim zdarzyło się nieszczęście, stał się odległą krainą.
Chce mi się płakać, bo mogę patrzeć już tylko przez tunel i przez tunel widzę Cię teraz.
B: Gdyby kózka toby nóżka.
A: Tam jest wyraźnie powiedziane „skakała”, a nie „skoczyła”, nie można przecież stracić
życia jak na giełdzie, w jednej chwili.
B: Można je spalić w jednej chwili, zamienia się w coś innego, a nie znika.
A: Tylko tego nie widzimy?
B: Tylko tego nie widzimy.
A: Cieszę się, że usłyszałaś to ode mnie.
B: Cieszę się, że tego nie widziałam.
A: Cieszę się, że nie pamiętam, że to widziałem.
B: Nietzsche pisze: moralność nie oparta na doświadczeniu, tylko przyjęta jako system
przekonań, nie ma żadnej wartości.
A: Mam ochotę krzyknąć, że zrobiłem komuś krzywdę, ale boję się, że inni ludzie zrobią mi
wtedy krzywdę. Tylko Bóg wybacza.
B: 40 dni na pustyni, rok w trumnie, 16 kilogramów, popsute zęby.
A: Prawdziwa metamorfoza. Wiesz co się wtedy robi? Modli, modli, żeby się odmieniło.
Błaga o cud, o zamianę wody w wino, o zamianę winy w odwagę.
B: Wtedy szybciuteńko wraca się do królestwa zwierząt. Auuuuuuuuuuuuuuuuuu
A: Uporczywie czytany imperatyw: porządek robi się sam, naturalnie. Nie trzeba mu się
przyglądać, nie trzeba mu pomagać, nie trzeba być czujnym i bez przerwy poprawiać
porządek, porządek robi się sam, naturalnie.
B: Pożyj to zobaczysz w skali jakiego zjawiska się mieścisz.

 

O zwierzętach piszę się i mówi zawsze, kiedy chce się powiedzieć coś zupełnie serio. Jakie
zwierzęta przychodzą na myśl w związku z pytaniem „Od kiedy przestałem chcieć być
mężczyzną choćby minutę dłużej”? Może kozy, może po prostu kozy.
Ojciec powtarzał mojemu ojcu, że jego ojciec nie dałby mu do upilnowania nawet kozy.
Ojciec powtarzał to wielokrotnie. I tak po tej męskiej linii przyglądamy się hipotetycznej
kozie, której się pilnuje. Od swojego ojca, którego jego ojciec porzucił, słyszałem, że kiedy
ten miał swojego faworyta, małego byczka, to kochał go tak mocno, że dawał mu do picia
ciepłą wodę. Dbał o niego zamiast go pilnować.
Nie będę już mężczyzną ani minuty dłużej. Jako mężczyzna nie chcę już czytać na głos,
mówić na głos, myśleć na poważnie. Każde słowo kojarzy mi się źle, źle źle. Powtórzę:
beznadzieja to zmiana w postrzeganiu upływu czasu. Gdyby moja płeć była miejscem była by
nie-miejscem, jak lotnisko. Dalej byłaby publiczna. Jak piszę Heiner Muller: „w samotności
lotnisk oddycham z ulgą”. Dziś zakochał się we mnie pies, pierwszy raz to poczułem, stało
się to niespodziewanie ale było zrozumiałe w ciągu kilku sekund — po kilku sekundach nie
myśląc o tym nigdy, poczułem, że mnie kocha i pomyślałem, że kiedyś umrze i trudno będzie
mi po jego śmierci. Jaka jest teraz płeć tego psa? Ja codziennie powtarzam mu w łóżku to
jedno zdanie, które trzyma w całości i trzyma mnie przy nadziei, mimo całkowitej i
nieodwracalnej zmiany w postrzeganiu upływu czasu, mimo, że mój kraj zmienił się w
odległą krainę, powtarzam mu, że kochać to stawać się mniejszościowym, codziennie.