OPIS ZASOBU
Tekst powstał na Wydziale Reżyserii Dramatu krakowskiej AST w ramach zajęć z „Adaptacji” pod kierunkiem dr Igi Gańczarczyk. Powieść Alberto Moravii Pogarda zderzona z postacią Serge’a Gainsbourga, francuskiego muzyka, pisarza i przez pewien czas partnera Brigitte Bardot. Gainsbourg jako postać legendarna, która jednocześnie pozostała tylko legendą. Gainsbourg jako wykwit szalonych lat 60-tych, czasu rewolucji seksualnej, ale też czasu skrajnego seksizmu i przemocy w świecie sztuki i showbiznesu. Dekonstrukcja niepełnego, komiksowego gwiazdorstwa w sytuacji kameralnej, damsko-męskiej, silnie zaczepionej w faktycznym życiorysie artysty.

Wchodzę i widzę, że jest przestawione. Jest jak nic przestawione. Stało tu i teraz jest tam. No i po co ona to ruszała. Patrzę na czterystuletni chiński imbryk porcelanowy i wiem już, że ruszała, chociaż mówiłem żeby nie przestawiała, bo tak jak stoi jest dobrze. No ale dobrze, wchodzę i bierze mnie zmęczenie, więc rozkładam się na materacu łóżka i proszę ją o kawę i już odpuszczam to, że jest przestawione, bo naprawdę nie mam siły żeby jeszcze o to. Ona mówi że miała sobie robić właśnie, a ja myślę, że to się dobrze składa, ale nie mówię tego na głos bo usta mi się nie otwierają. Bo przetwarzam to przestawianie. Zaburzenie. Nie odejdzie łatwo. Ja potrzebuję porządku, mówiłem jej, żeby ogarnąć to, zrównoważyć to szaleństwo słów, dźwięków, obrazów w mojej głowie. Dlatego nie przestawiać i nie przesuwać. Usta nadal nie mówią, ona jest w kuchni, rozkręca kawiarkę, a one, te usta, jednak uchylają się żeby przyjąć gitane’a bezwiednie wyjętego z kieszeni marynarki. Wzrok kieruję na czarny sufit, rozciągam się i on rozciąga się też. Popiół spada na pościel. Oczywiście zżera mi płuca. Ale co by mi dało taki fizjologiczny orgazm, przeżywany co pięć sekund, co pięć minut? Gest, trzask zapalniczki, rozkoszowanie się pożerającą mnie smołą i nikotyną. Jak odmówić sobie tej przyjemności. Jestem rytualistą. Nie mogę pracować bez rytuałów. Nie mogę nie rytualizować pracy. Syczący płomień kuchenki przechodzi w dźwięk bulgotu oczekiwanej czarnej substancji i po chwili w drzwiach sypialni pojawia się Brigitte z dwiema filiżankami i dwoma spodeczkami w dłoniach. Filiżanki na spodeczkach kładzie na szafce nocnej i podchodzi do adaptera. Czego chcę posłuchać pyta mnie, a ja jej na to, że obojętnie, tylko żeby odłożyła potem płytę na właściwe miejsce. Więc ona puszcza Rolling Stonesów Paint It, Black, co spodziewanie sprzęga się z kolorem naszych ścian. Ona kiwa się, pląsa delikatnie, ja obserwuję jej nogi i mówię mimochodem, że spotkałem w Le Select Piccoliego.